Wywiad z autorem „Rewolucyjnych mścicieli”

„Rewolucyjni mściciele” to fragment całkowicie zapomnianej historii Łodzi. Grupa Rewolucyjnych Mścicieli, w ciągu prawie czterech lat swojego działania, od 1910r. do 1913r., dokonała kilkudziesięciu napadów na pociągi, urzędy, carską policję i wyższych urzędników państwowych. Władze carskie określały Mścicieli jako organizację anarchistyczną, dążącą za pomocą terroru do zburzenia panującego porządku. Było o nich głośno w polskich i zagranicznych gazetach. Książka prezentuje wyniki wieloletnich badań autora nad archiwaliami w całej Polsce. Zapraszamy na spotkanie z autorem, więcej informacji tutaj.

Poniżej zamieszczamy wywiad z autorem, nie mniej interesujący niż książka.

 

Adrian Sekura – miłośnik historii Łodzi, wegetarianin, autor książki „Rewolucyjni mściciele. Śmierć z browningiem w ręku”.

 

Wegestrefa.pl: Dlaczego w swoich badaniach zająłeś się akurat tym tematem?

Adrian Sekura: Powody były dwa, po pierwsze zainteresowanie historią radykalnej lewicy, szczególnie polskiej, ale także w Hiszpanii i Włoszech. Z drugiej strony była to fascynacja historią Łodzi, a zarazem pewien niedosyt jeśli chodzi o pojawiające się publikacje na ten temat. O Łodzi mówi się jako o mieście bogatych fabrykantów i pięknych kamienic, które stoją na Piotrkowskiej. To dobrze, że takie książki się ukazują, ale tak naprawdę to miasto zbudowali zwykli robotnicy. Przerażające jest to, że często byli po prostu mięsem armatnim dla tych fabrykantów.

W: W takim razie skąd dowiedziałeś się o zapomnianej Grupie Rewolucyjnych Mścicieli?

 

AS: Zainteresowałem się tym tematem już na studiach, kiedy trzeba było napisać jakąś pracę magisterską (śmiech). Jak mówiłem wcześniej, interesowałem się historią Łodzi i lewicy, chciałem to połączyć. Zacząłem szukać w materiałach archiwalnych i natknąłem się właśnie na Rewolucyjnych Mścicieli, którzy byli przez historyków potraktowani po macoszemu, niewiele się o nich pisało. Wzmianki były głównie w gazetach z tego okresu. A tak naprawdę oni byli wtedy znani na całym świecie. Tak jak dzisiaj mówimy o IRA czy ETA, tak w tamtym czasie byli postrzegani Rewolucyjni Mściciele. Pisano o nich w gazetach w Stanach Zjednoczonych czy w Anglii.

 

W: Ale nie jesteś historykiem, jesteś etnologiem. Czy twoja praca jest bardziej etnologiczna czy historyczna?

 

AS: Pół na pół. Nawet zastanawiałem się, czy nie będę miał problemów na studiach z takimi zarzutami, że to jest praca historyczna. Ale praca zawierała też opracowanie założeń ideologicznych Rewolucyjnych Mścicieli i dlatego była w pewnej części etnologiczna. Obok historii tej grupy ogromne znaczenie ma ich światopogląd i zasady, według których postępowali.

 

W: Czy podczas badań przeprowadzałeś jakieś wywiady?

 

AS: Nie, dlatego że świadkowie tych wydarzeń już nie żyją. Natomiast większość Mścicieli zginęła w czasie akcji, została zastrzelona czy popełniła samobójstwo, reszta została wysłana na Syberię. Dzisiaj możemy tylko przypuszczać, co się później z nimi stało. Prawdopodobnie wielu z nich udało się wrócić do domu po Rewolucji Październikowej. Jeden z mścicieli był posłem w 1947 roku.

 

W: Czy w związku z tym były to trudne badania? Ile czasu zebrało Ci zdobycie materiałów do książki?

 

AS: Były trudne, bo były czasochłonne, dotarcie do archiwów zajęło bardzo dużo czasu. Poza tym materiały były pisane cyrlicą, po rosyjsku i starorosyjsku, inne pisane były ręcznie. Rozszyfrowanie tych rzeczy było niemałym wyczynem i dlatego tak długo to trwało. Pomagało mi kilkoro znajomych, którzy świetnie znają rosyjski, sam też trochę znam, więc też próbowałem tłumaczyć. Pomagał mi też znajomy Polak, który obecnie mieszka w Hiszpanii, jest tam historykiem, świetnie zna rosyjski i umie czytać takie teksty, ponieważ sam z nich korzysta. Niedawno w Hiszpanii wyszła jego książka dotycząca białostockiego anarchizmu. Część materiałów pozyskałem z archiwów policyjnych, na przykład zdjęcia.

 

W: Badania prowadziłeś jako amator, nie jako pracownik naukowy Uniwersytetu. Czy było to duże utrudnienie?

 

AS: No właśnie, to ciekawa kwestia, na ile amator może mieć dostęp do takich rzeczy, a na ile musi sobie wypracować markę, aby głębiej sięgnąć. Udogodnieniem było to, że miałem list od Uniwersytetu Łódzkiego z prośbą o udostępnianie mi tych materiałów, muzeum łódzkie także napisało mi taki list. Miałem więc dwie podkładki, które umożliwiły mi dotarcie na wyższy poziom, niż człowiekowi z ulicy. Minusem jest to, że ktokolwiek próbuje prowadzić badania historyczne, natrafia na biurokratyczną barierę. Na przykład za każdą odbitkę w łódzkim Archiwum trzeba płacić 50 groszy. Za odbitkę zdjęcia trzeba płacić 10-15 złotych. Odbicie pięćdziesięciu stron to już spory wydatek. A ja tych stron miałem dwa tysiące. Wszystkie te koszty trzeba pokryć z własnej kieszeni. Ciekawostką jest to, że w archiwum w Warszawie, dzięki listom z Uniwersytetu Łódzkiego, mogłem korzystać z ksero po kosztach. Płaciłem tylko za proszek do ksero i papier. W Łodzi natomiast musiałem korzystać z ksero na zasadach komercyjnych. Nieważne, kim jesteś, musisz za to płacić ogromne pieniądze. Było to poważne utrudnienie w dotarciu do dalszych materiałów.

 

W: A czy w Twojej książce zamieściłeś wszystkie materiały, do których dotarłeś?

 

AS: Tak, ale dziś już wiem, że są w niej błędy. Podczas takich badań często jedna sytuacja jest różnie przedstawiona w różnych źródłach. Opisałem historię z ulicy Zielonej 6, gdzie jeden z mścicieli się ostrzeliwał. Później podobną historię znalazłem w innym opisie, która zdarzyła się trzy miesiące później. Nie zgadzało się imię, data i zakończenie historii. Teraz przypuszczam, że to była ta sama osoba, ale były przekręcone te dane. Sądzę, że w książce opisałem to źle. Chodziło o to, że jeden z Mścicieli ukrył się na poddaszu przy Zielonej 6 i tam się ostrzeliwał. Władze carskie wyznaczyły nagrodę za jego śmierć. Kamienica sąsiadowała z innymi kamienicami, więc nie można było jej podpalić. Nagroda miała więc skłonić policjantów, aby na własną rękę starali się tam dostać i go zabić. On miał jednak dobry podostrzał, nie można było tam podejść. Oblężenie trwało trzy dni. W końcu jeden z policjantów wszedł po gzymsie do kamienicy i dostał się do środka, ale Drynia, czyli ten Mściciel, usłyszał, że ktoś wspina się po kamienicy, stał przy okienku i czekał. Kiedy policjant się pojawił, strzelił mu prosto w twarz. Następnie przebrał się w jego ciuchy i udając, że uczestniczy w tym oblężeniu spokojnie zszedł sobie po schodach, wsiadł w dorożkę i odjechał. Zastanawiające było to, że w archiwach, do których dotarłem, on się nazywał Jakub Drynia, a w prasie było podane inne imię: Wojciech. Zastanawiałem się, czy to nie byli dwaj bracia. Taki zbieg okoliczności, jeden się tu ostrzeliwał, a drugi po trzech miesiącach poszedł zobaczyć to miejsce i też został rozpoznany i taka historia się powtarza. Po kilku godzinach policja przeprowadziła natarcie i dostała się do środka i znalazła trupa. Myśląc, że to Jakub Drynia wystawiła go na Piotrkowskiej na widok publiczny, świętując swoje wielkie zwycięstwo, aby ludzie mogli zobaczyć tego groźnego bandytę, który grasował w Łodzi kilka miesięcy. Pech chciał, że przyszła żona tego policjanta i go rozpoznała. Władze carskie próbowały zapłacić tej żonie, aby trzymała buzię na kłódkę, ale i tak to się wydało. Dlatego nie wiem, czy w aktach policyjnych cała ta sprawa jest zatuszowana, a dopiero po paru miesiącach dziennikarze to odkryli. Być może już data była zła. Albo rzeczywiście było to dwóch braci, chociaż chyba za bardzo są te historie podobne do siebie.

 

W: A jak dotarłeś do tekstów autorstwa samych mścicieli?

 

AS: One także są w archiwach. Ciekawe byłoby na pewno dotarcie do tego, co to byli za ludzie, zwłaszcza Józef Piątek i Edward Dłużewski. Pierwszy to był taki młody chłopaszek z Bałut, zainspirowany bojówkami PPSowskimi postanowił założyć własną grupę bandycką. Został za to skazany na karę śmierci, następnie wyrok zamieniono mu z powodu młodego wieku na długoletnie więzienie. Kilka dni po rozpoczęciu odbywania kary zasymulował chorobę i w czasie przewożenia go do szpitala uciekł. Pod wpływem Józefa Piątka przeszedł na linię anarchistyczną. Sam Piątek jest też ciekawą postacią, był bardzo oczytany, znał kilka języków obcych. Był kierownikiem organizacji bojowej łódzkiego PPS. W pewnym momencie Piątek rozczarował się do idei PPS, bo grupa ta dążyła do niepodległości Polski. Według niego w nowej Polsce będzie tak samo, jak było. Musi nastąpić wyzwolenie się klasy robotniczej. Pod wpływem prawdopodobnie Machajskiego, znanego w tamtym czasie polskiego anarchisty, wybrał tę opcję. I teraz pytanie na ile można mówić o tej grupie, że jest anarchistyczna, a na ile że jest bandycko-ideowa. Mnie samemu byłoby to ciężko określić, bo nie wiem, na ile oni sami orientowali się w tej ideologii. Przypuszczam, że Dłużewski czy Piątek tak, ale dla innych członów mogło to być dobre wytłumaczenie dla bandytyzmu. Ale z drugiej strony nie rabowali zwykłych ludzi, uderzali w burżuazję i carat. Ważne jest to, że Rewolucyjni Mściciele byli bardzo dobrze przyjmowani wśród łódzkiego środowiska robotniczego. Przez trzy lata udawało im się uniknąć aresztowań, bo ludzie ich popierali, uważali, że ktoś nareszcie się mści za ich krzywdę. A to było świeżo po Rewolucji 1905r., ta rewolucja była przegrana przez klasę robotniczą. Ich warunki socjalne, pensje, jeszcze się pogorszyły. Ludzie uważali, że ktoś się w końcu mści za to. A z drugiej strony donosiciele obawiali się zemsty z ich strony. Przykładem może być historia Pastusiaka, który wydał Mścicieli. Po kilku dniach go zabili. Ludzie zwyczajnie bali się na nich donieść, chociaż w każdym systemie są szmalcownicy.

 

W: Piszesz o nich jako o organizacji „terrorystycznej”, oni sami też tak o sobie pisali. Czy to słowo zmieniło swoje znaczenie od tego czasu, dziś jest całkowicie pejoratywne. A wtedy?

 

AS: Tak, dzisiejsze zabarwienie pojawiło się na początku lat sześćdziesiątych. W ostatnich latach przez terroryzm rozumiemy tylko zamachy w stylu Bin Ladena. Postrzegamy terroryzm przez pryzmat ludzi, którzy chcą najechać na nasz kraj i zmusić nas do przejścia na przykład na inną religię. Wtedy słowo terroryzm było zupełnie inaczej postrzegane. Jeśli historycy piszą o tym okresie, to popularne jest wychwalania Józefa Piłsudskiego, który też był terrorystą, bo sam podkładał bomby. Miał na pewno na sumieniu bardzo dużo osób zabitych, także takich, które przypadkowo zginęły w wyniku tych zamachów. Dziś pewnie uważany byłby za skrajnego terrorystę. A przecież jest naszym bohaterem narodowym. W tamtych czasach demokraci, republikanie, anarchiści, nacjonaliści, wszyscy stosowali terror, to było powszechne działanie polityczne.

 

W: W książce wspominasz też o terrorze ekonomicznym, czy możesz wyjaśnić, o co chodzi?

 

AS: Tak zwany odzysk indywidualistyczny. Jeśli klasa uprzywilejowana, tamtejsza burżuazja, z robotników wyciska ostatnie krople potu, to ci robotnicy mają prawo odzyskać te swoje pieniądze. Czyli mają prawo zrabować fabrykanta. Tacy dobrzy zbójnicy, zabieranie bogatym, którzy te pieniądze uzyskali na krwi i pocie robotniczym. Był to bardzo modny pogląd wśród skrajnej lewicy w tamtych latach.

 

W: A skąd wiadomo, że to grupa anarchistyczna, a nie komunistyczna?

 

AS: Oni się na pewno wywodzili ze skrajnej lewicy, czyli PPS, zarówno z jednego PPSu, jak i z drugiego. W tej partii był podział na tak zwanych młodych i starych, jedni kładli większy nacisk na walkę narodowowyzwoleńczą, drudzy na wyzwolenie klasy robotniczej. Patrząc na same zasady funkcjonowania tej grupy, zwłaszcza założenia, bo potem bywało różnie, mówili: w naszej grupie nie ma żadnego przywództwa, wszystkie działania podejmowane są na zebraniach, wszyscy mają prawa głosu. Wykonywanie wyroków śmierci rozdzielano na zasadzie losowania słomek lub osoby same się zgłaszało. To głównie świadczy o cechach anarchistycznych. Drugie to stosunek do walki narodowowyzwoleńczej. W odezwach i statucie mówili, że nie chcą odzyskania przez Polskę niepodległości, bo sam ten fakt niczego nie zmieni. Chcieli autonomii, która będzie się rządzić na zasadzie związków zawodowych. Można to odczuć z tych tekstów.

 

W: Jedna z ich odezw była zatytułowana „Do robotników i robotnic”. Czy możesz powiedzieć coś na temat kobiet w tej grupie? W książce wspominasz tylko o pewnej Matyldzie.

 

AS: Tą kwestią należy się na pewno głębiej zająć niż zrobiłem to w tej książce. Do części materiałów w ogóle nie dotarłem lub ich nie przetłumaczyłem. Być może tam będzie więcej informacji na ten temat. Kilka kobiet na pewno uczestniczyło w tej grupie. Matylda wyjechała do Częstochowy, gdzie przynajmniej w jednym oblężeniu się ostrzeliwała. Wiele kobiet pełniło role pomocnicze, zapewniały schronienie, przygotowywały jedzenie. W materiałach, do których dotarłem nie ma informacji o większej roli kobiet, ale na pewno nie wynikało to z poglądów patriarchalnych tej grupy.

 

W: W książce piszesz, że Mściciele na zewnątrz mieli udawać prawowitych obywateli, aby nie dać po sobie poznać, że są zaangażowani. W jaki sposób zatem rekrutowali nowych członków?

 

AS: Rzeczywiście, stosowali zasady konspiracyjne. Na pewno część członków była pozyskiwana w więzieniach. Mściciele, którzy siedzieli w więzieniach, a wiedzieli, że wyjdą na wolność, werbowali ludzi z bojówek PPS w Łodzi. Łódzki PPS został zdelegalizowany przez kierownictwo, bo stwierdzili, że za duży tu bandytyzm. Nie zajmowali się sprawami politycznymi, ale wykorzystuje broń na przykład do zemsty na działaczach innych frakcji czy w osobistych sprawach. Była więc duża ilość bojówkarzy do zagospodarowania. Tacy ludzie nie mogli wrócić do pracy, bo byli zakonspirowani, nie mogli się odnaleźć w tym społeczeństwie. Mogli zostać tylko bandytami, część z nich do bandytyzmu dopisywała sobie ideologię. A że byli wściekli na PPS, mściciele bardzo im pasowali. Piątek i Dłużewski znali tych ludzi. Nie sądzę, aby pozyskiwali ludzi całkowicie z zewnątrz. Oni nie zajmowali się agitacją, udawali normalnych ludzi. To był dobra taktyka przez wiele lat. Tylko przez drobne błędy policja wpadała na ich trop.

 

W: Piszesz, że policjanci rozpoznawali ich na ulicy. W jaki sposób zdobywali ich rysopisy czy zdjęcia?

 

AS: Dokładnie nie wiadomo, jak ich rozpoznawano. Jednego z Mścicieli rozpoznano na podstawie palta, które zgubił. Musiał tam mieć jakieś dokumenty. Poza tym znalazło się kilku zdrajców, chociaż wykonywali na nich wyroki śmierci. Nie byli to członkowie grupy, tylko ludzie z zewnątrz.

 

W: Mówiłeś, że mściciele nie walczyli za wolność Polski. Sądzisz, że to z tego powodu zostali trochę zapomniani?

 

AS: To są dwie kwestie, po pierwsze to, co pisano o historii przed 1989. O lewicy pisano tylko dobrze, oprócz pewnego wycinku, do którego należał anarchizm polski. O nim się w ogóle nie pisało, bo nie domagał się suwerenności Polski. Raczej chciano, żeby o tym zapomnieć. A teraz się nie pisze dlatego, że w ogóle się nie pisze dobrze o lewicy, więc też nie pisze się dobrze o anarchistach. Książka powstała na stulecie powstania tej grupy.

 

W: A czy w swoich pismach mściciele pisali jak widzą rozwiązanie kwestii państwa?

 

AS: Nie, aż tak się nad tym nie skupiali. Jest to bardzo mgliście powiedziane w tych odezwach. Oni bardziej traktowali tę grupę jako zemstę po 1905 roku, po lockoucie łódzkim, kiedy Poznański i wszyscy solidaryzujący się z nim fabrykanci łódzcy zamknęli swoje fabryki na kilka miesięcy, ludzie zaczęli nawet z głodu umierać. Poznański to motywował tym, że jego robotnicy nie chcą się zgodzić na zwolnienie 98 osób podejrzanych o lewicowe przekonania i agitację wewnątrz zakładu. A prawdopodobnie on się umówił z przemysłowcami z Berlina, żeby za jakąś sumę odstąpić im łódzki rynek na jakiś czas. A to była tylko taka przykrywka. Nawet kiedy zgodzono się na usunięcie tych 98 osób, i tak bardzo przedłużał otworzenie fabryk. Tu wracamy do początku naszej rozmowy: o Poznańskim pisze się teraz tylko dobrze, ale trzeba pamiętać, że to był łódzki przemysłowiec, który płacił najmniej ze wszystkich fabrykantów. Niby budował domy i szpitale, ale przecież dla niewolników też budowano jakieś pomieszczenia. Ja to tak odbieram. Jako filantropa go w ogóle nie widzę. To był najgorszy pracodawca w Łodzi, u niego się najdłużej pracowało.

 

W: Czyli większość publikacji o Łodzi przedstawia zakłamany obraz tej postaci?

 

AS: Myślę, że ci, którzy o tym piszą nie zdają sobie z tego sprawy. Nie twierdzę, że to jest źle, że tyle się mówi o rodzinie Poznańskich. Ale o tych złych aspektach nie mówi się w ogóle. Jego odpowiedzialność za sytuację łódzkich robotników jest ogromna.

 

W: A czy myślisz, że rewolucyjni mściciele powinni być upamiętnieni w Łodzi, poza Twoją książką? Może tablica pamiątkowa?

 

AS: Miasto w ogóle się nie zajmuje tym okresem. Z okazji setnej rocznicy Rewolucji 1905 w Łodzi nie było żadnych obchodów. Pytanie czy Łódź nie powinna wykorzystywać swojej historii do promowania miasta, bo inne miasta tak robią. Potrafią mądrze mówić nawet o takich wydarzeniach, jak pogromy Żydów. Potrafią przyciągnąć ludzi. Są to oczywiście sprawy trudne, pokazywane w świetle negatywnym, ale taka jest historia i warto nią zainteresować ludzi z zewnątrz. W Łodzi mi tego bardzo brakuje. Fajnie byłoby zrobić trasę oblężeń łódzkich mścicieli. Na przykład wystawić tablice pamiątkowe na tych kamienicach. To by było ciekawe nawet dla samych łodzian, którzy dzięki temu poznaliby swoją historię. Bo historia Łodzi jest zupełnie nieznana. Co się działo przed 1945 rokiem? Nic ludzie nie wiedzą.

 

W: Czy o grupach komunistycznych, socjalistycznych, innych lewicowych, które działały w tym samym czasie jest więcej materiałów?

 

AS: Jest więcej materiałów, które powstały w czasach PRL, ale są bardzo słabe. Wtedy wyolbrzymiało się PPS jako grupę. Bo takie czasy były, że nie można było pisać inaczej o lewicy. A teraz się nie pisze w ogóle. Jest bardzo dużo książek o Łodzi, ale wszystkie są takie same. Ja się bardzo cieszę, że one wychodzą, niech wychodzą, ale też ktoś powinien napisać o tym okresie trochę.

 

W: Pisałeś, że były też wcześniejsze grupy anarchistyczne.

 

AS: W tym czasie myślę, że działało około pięciu czy sześciu grup. A Rewolucyjni Mściciele i Internecjonał to były grupy, które zaistniały. Działały przez dłuższy czas. Była też Grupa Anarchistycznych Terrorystów, Grupa Anarchistyczno-Spiskowa. Ale to były grupy, które działały kilka miesięcy i bardzo szybko były rozbijane przez policję.

 

W: Na okładce Twojej książki napisano, że jest ona objęta innym niż zwykle prawem autorskim. Czy mógłbyś wyjaśnić, na czym to polega?

 

AS: Jest to publikacja niedochodowa, chodzi o to, aby ludzie, którzy interesują się historią Łodzi mogli ją kopiować na stronach internetowych. Jest to licencja na powielanie książki w nieograniczony sposób. Trzeba podać tylko źródło, pierwsze wydanie.

 

W: A gdzie można kupić Twoją książkę?

 

AS: W księgarni NIKE ul. Andrzeja Struga, Księgarni Odkrywców i Empikach.

 

W: Jakie masz plany na przyszłość? Chcesz dalej badać tę historię czy może masz już dosyć mścicieli?

 

AS: Pracuję nad obszernym artykułem do książki o dziejach polskiego anarchizmu na początku XX wieku, będzie wydana przez Uniwersytet Szczeciński. Zacząłem także pisać pracę na temat niespokojnych wydarzeń w Łodzi na początku XX wieku, między innymi o Rewolucji 1905, lockoucie łódzkim 1906 roku. Były też walki między różnymi ugrupowaniami, w wyniku których zginęło około 500 osób. Były to makabryczne wydarzenia. Ginęli członkowie partii politycznej, a w czasie pogrzebu strzelano do konduktu pogrzebowego. Albo była strzelanina, przyjeżdżały karetki. Partia ustawiała kontrole na końcu ulicy, patrzyli kto jedzie w kartce. Jeśli swój, to przepuszczali, jeśli nie to dobijali. W czasie Rewolucji 1905 zginęło ponad 1000 łodzian na samych barykadach. Są to ważne wydarzenia dla miasta, a my tylko znamy pobieżnie okres okupacji. Niestety, wiele osób uważa, że powinniśmy zapomnieć o tamtych czasach. Że Łódź powinna zawsze być przedstawiana jako piękne, tolerancyjne miasto, fabrykanci budowali szpitale robotnikom.

 

W: Sądzisz, że współczesny ruch anarchistyczny może się inspirować działaniami GRM?

 

AS: Nie ma czym się inspirować, to były inne czasy. Łatwo z poziomu Polaka, Europejczyka mówić, co należy zrobić. Ale będąc głodującą matką w Afryce postrzegamy świat zupełnie inaczej. Nagle kradzież czegoś przestaje być moralnie naganne. Być może im tak samo się wydawało, że zrabowanie kasy z fabryki to nie jest przestępstwo, bo oni odbierają swoje.

 

W: A czy oddawali część tych pieniędzy robotnikom, czy zatrzymywali dla siebie?

 

AS: Oni twierdzą, że oddawali osobom represjonowanym przez carat. Rodzinom działaczy lewicowych wysłanych na Syberię, które nie miały z czego żyć. Trudno dziś ustalić, jak duża była skala tego zjawiska, bo dokumenty policyjne o tym nie mówią. Poza tym kupowali broń i opłacali działalność grupy.

Wiosnę planujemy wycieczkę po Łodzi śladami Rewolucyjnych Mścicieli, niektóre z tych kamienic już rozebrano, ale niektóre jeszcze są. Może poszukamy jeszcze jakieś ślady strzałów.

W: Dziękujemy za rozmowę!

 

Reklamy

One Comment to “Wywiad z autorem „Rewolucyjnych mścicieli””

  1. Niesamowity wywiad!
    Początek XX wieku to czas wielkich niepokojów i zadr społecznych. Sam mam kilka publikacji na temat Rewolucji 1905 roku w Łodzi, ale wszystkie z PRL-u i nie są do końca obiektywne. Z wielką chęcią zakupię „Rewolucyjnych Mścicieli” i poznam punkt widzenia autora.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: