Felieton: Wyznania ekstremistki

Zapraszamy do lektury felietonu Moniki Stasiak, weganki, antropolożki. W dzisiejszym tekście rozkłada na czynniki pierwsze oskarżenia o ekstremizm, które często słyszą weganie i weganki pod swoim adresem.

Nie można podchodzić do wszystkiego tak radykalnie. Nie ma sensu popadać w skrajności” – ile razy słyszeliście w stosunku do siebie te zdania od różnych nieradykalnych i idealnie zharmonizowanych z otoczeniem krewnych, przyjaciół i znajomych? I czego zwykle one dotyczyły? Czyżby tego, że wspieracie aktywnie działalność IRA i wysadzacie w centrum Belfastu samochody pułapki? A może biegacie po ulicach za kobietami w futrach i strzelacie do nich z kałasznikowa? Nie? Na pewno zatem macie zwyczaj stawania w centrum miasta z „Biblią” i krzyczenia do ludzi, że zostaną ukarani za swoje grzechy. Też nie? Cóż, rzeczywiście takie rzeczy zdarzają się statystycznie dość rzadko. A na pewno znacznie rzadziej niż padają pod Waszym adresem wspomniane tu oskarżenia o skrajności i o radykalizm.

Czym wobec tego miałby się wobec Waszych rozmówców ów radykalizm cechować? Dietą oczywiście! Wegetariańską – robi się ekstremalnie. Wegańską – to już jazda po bandzie. No bo przecież „normalny człowiek” (taki sondażowy twór, który ogląda „M jak miłość” i chodzi w niedzielę do kościoła) „musi skądś brać białko”, bo inaczej umrze, a w najlepszym wypadku ciężko zachoruje. W takich sytuacjach okazuje się nagle, jak wielu specjalistów ds. dietetyki znajduje się w Waszym otoczeniu i jak bardzo oni wszyscy troszczą się o Wasze zdrowie (choć nigdy wcześniej tego nie okazywali). A może – ta myśl wydaje się być jak oszczerstwo rzucone w twarz naszych szlachetnych rozmówców – oni wcale nie troszczą się o nasze zanikające z braku białka mięśnie, tylko o swoje własne samopoczucie?

Tym bardziej, że pod kategorię radykalizmu podpada nie tylko niechęć do spożywania zwłok, ani nawet nie wskazywanie na fakt, że człowiek odczuwa ból w takim samym stopniu jak inne zwierzęta (jak to „inne zwierzęta”?! Człowieka nie można porównywać z jakimikolwiek innymi gatunkami!) Ok, zatem załóżmy na moment, że faktycznie takie porównanie jest bezzasadne i ograniczymy się do ludzkiej skali ocen. Kolejne oskarżenie o popadanie w skrajności padnie pod Waszym adresem, kiedy zadeklarujecie, że staracie się nie kupować butów Nike i Adidasa albo kawy, która by nie była sygnowana znakiem Fair Trade. Bo przecież: „prawa pracownicze swoją drogą, ale nie można do wszystkiego podchodzić tak jednostronnie”, ewentualnie – „to co, wszystkiego mam sobie odmawiać?”. Okazuje się, że nie tylko zwierzęta, ale też rdzenni Amerykanie zbierający , często w niewolniczych warunkach, ziarna kawy czy kakao, nie zasługują na nasze zainteresowanie, podobnie jak dzieci i więźniowie polityczni szyjący w Azji sportowe obuwie. Nie zasługują, bo są inni – to znaczy mniej wartościowi, niegodni mojej uwagi, stojący niżej w hierarchii wartości. Inność, pisze Terry Eagleton [zob. Eagleton 1998: 124-125], zostaje w zdominowanym ideami konsumpcjonizmu i neoliberalizmu świecie sprowadzona do wszystkiego, co narusza moją tożsamość – do wszystkiego, co nie jest mną. A skoro nie jest mną ani orangutan w indonezyjskim lesie deszczowym, ani wieśniak w Gwatemali, to dlaczego właściwie miałbym dbać o ich interesy? Ze znacznie większą łatwością przyjdzie mi postępowanie zgodnie ze złotą zasadą business as usual i określanie wszystkiego, co wykracza poza skupienie na własnym ego, mianem radykalizmu.

Radykałami będą zatem, w odróżnieniu od „zwykłych obywateli”: weganie i wegetarianie, ekolodzy, obrońcy praw człowieka czy anarchiści. Każdy, kto może sprawić, że ci pierwsi poczują się ze sobą mniej fajnie, niżby sobie tego życzyli. Taka osoba nie musi nawet do czegokolwiek przekonywać czy namawiać. Wystarczy, że jest, deklaruje się jako „obca” i samą swoją obecnością burzy ich dobre samopoczucie. Bo Obcego, jak zauważa Zygmunt Bauman [zob. Bauman 1995:79-83], nie można zakwalifikować ani do kategorii wrogów, ani przyjaciół. Teoretycznie, on sobie po prostu jest i właściwie nic złego nam nie robi. Z drugiej jednak strony – już sama jego obecność stanowi plamę na naszym czarno-białym modelu świata („Ja ich toleruję, dopóki nie będą afiszowali się ze swoją innością” – mówią często przeciwnicy rozmaitych marszów równości, przy czym za afiszowanie się uchodzi zwykle już sama deklaracja bycia innym niż przedstawiciele grupy dominującej). Osobiście nie uważam się za „taliba weganizmu”1 ani zresztą jakiejkolwiek innej kategorii zachowań. Swoimi działaniami i przekonaniami nikogo nie krzywdzę, nie ogłaszam też wszem i wobec, że wyznawane przeze mnie zasady to jedyny słuszny sposób życia. Zgodnie z powyższym jestem nim jednak, chociażby dlatego, że:

– nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że ryba to nie mięso i nie chcę, aby w mojej wegetariańskiej zupie znajdowały się rybne dodatki,

– nie chcę kupować kisielu, budyniu, pomadki do ust, które swój kolor uzyskały dzięki dodaniu do nich zmielonych owadów2,

– kupuję używane ubrania i zdarza mi się szukać jedzenia w śmietnikach3,

– nie uważam, aby potrzeba zbudowania kolejnej drogi albo wybudowania fabryki mebli była ważniejsza niż zachowanie ostatniego naturalnego lasu Europy…

Ciąg dalszy nie nastąpi, bo zapewne każde z Was potrafiłoby wskazać na dziesiątki takich zdań, które zdarzyło Wam się słyszeć w stosunku do samych siebie. Pozostając w zgodzie z tą logiką, możemy równie łatwo wyobrazić sobie południowoamerykańskich plantatorów sprzed dwustu lat, którzy uchodzą w okolicy za odmieńców, bo zamiast zmuszać do pracy na plantacjach niewolników, zatrudniają na uczciwych zasadach ludzi wolnych. Albo mieszkańców III Rzeszy, ściągających na siebie opinię radykałów za to, że nie kupują taniego mydła z ludzkiego tłuszczu, a zamiast stylowych abażurów z żydowskiej skóry wolą kupować mniej trwałe dzianinowe… Oczywiście takie porównanie też okaże się być skrajne, bezwzględne i pozbawione jakiegokolwiek obiektywizmu. Chyba jednak mogę i chcę sobie na nie pozwolić. Jak na ekstremistkę przystało.

Dla dociekliwych:

  1. Terry Eagleton, Iluzje postmodernizmu, Spacja, Warszawa 1998.
  2. Zygmunt Bauman, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, PWN, Warszawa 1995.

 

1 Za podsunięcie określenia wielkie dzięki dla Jaskóła. Formę genderową jednak sobie darowałam, uznawszy, że słowo „talib” raczej nie ma szans na zaistnienie w rodzaju żeńskim.

2 Chodzi tu o koszenilę (E 120) – czerwony barwnik pozyskiwany z owadów Coccus cacti (pluskwiaków meksykańskich) i stosowany dość powszechnie w przemyśle kosmetycznym – do barwienia cieni do powiek czy tuszów do rzęs, ale także w branży spożywczej – jako dodatek do jogurtów, alkoholi czy sosów.

3 Jak przekonują twórcy filmu „Story of Stuff”, aż 99% nabywanych przez nas rzeczy ląduje w śmieciach. Freeganizm czyli pozyskiwanie jedzenia czy innych dóbr poza ich obiegiem rynkowym, jest zatem nie tyle wyrazem nędzy osób podejmujących się go, co głębokiego sprzeciwu wobec podstawowych założeń naszej nastawionej na nieograniczoną i nieodpowiedzialną konsumpcję cywilizacji. Pouczającym przykładem może być tu fakt, że w Wiedniu każdego dnia wyrzuca się tyle chleba, ile zjada się go w drugim co do wielkości mieście Austrii. Freeganizm ucieka się m.in. do takich działań jak: zdobywanie rzeczy w śmietnikach, własnoręczne ich tworzenie metodą Do It Yourself, wymiana bezpośrednia czy samodzielna uprawa owoców i warzyw. Więcej informacji po angielsku na: http://freegan.info/

2 Komentarze to “Felieton: Wyznania ekstremistki”

  1. >Wystarczy, że jest, deklaruje się jako „obca” i samą swoją obecnością burzy ich dobre samopoczucie.

    Szczerze? Dla mnie to kompletna bzdura. A dlaczego? A dlatego, że wegetarianką jestem ładnych parę lat i jakoś nie zauwazyłam, abym burzyła komukolwiek dobre samopoczucie samym swoim istnieniem. Dla mnie to kwestia prywatnego wyboru, nie kwestia polityczw i dlatego NIELUDZKO denerwuje mnie wrzucenia do worka ” innośc” weganizmu, anarchizmu i homoseksualizmu, a do worka normalność – religii , oczywiscie w wersji katolickiej i wieprzowiny. Zeby to choć raz była synagoga, to może byłaby jakaś odmiana i wołowina dla odmiany. Swiat nie jest czarno -biały i chyba antropolozka powinna o tym wiedzieć.

  2. W takim razie pozostaje mi pogratulować Ci jakże wyrozumiałego otoczenia. Doświadczenia większości znanych mi wegan (a także anarchistów i homoseksualistów) są niestety odmienne od Twoich. Przykro mi, że nie sprostałam Twoim wymogom stawianym „normalności” – niestety, realia akurat w Polsce są takie, że Żydzi i wołowina także są raczej mniejszością niż „normą”. Mimo wszystko polecam Ci lekturę Baumana – wtedy może zrozumiesz główne założenia tekstu, zamiast wytykać innym myślenie kategoriami czerni i bieli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: