Archive for ‘ryby’

Grudzień 23, 2010

Tydzień Ryby 2010

W grudniu 2010 Wegestrefa.pl przyłączyła się do akcji Dzień Ryby, organizowanej przez Stowarzyszenie Empatia. W trzecim tygodniu grudnia każdego dnia publikowaliśmy tekst na temat związany z karpiami, ich cierpieniem, polską tradycją. Zapraszamy do lektury tych tekstów, o każdej porze roku.

W ramach Tygodnia Ryby opublikowaliśmy następujące teksty:

Tradycja zrekonstruowana – tekst antropolożki Moniki Stasiak

Czy Bóg tak chciał? – tekst Anny Teichert

Karp to tylko ryba – tekst Katarzyny Banacińskiej

Poproszę karpia! (nie kupować) – tekst Agaty z Komitetu Obrony Zwierząt i Edukacji Ekologicznej KOZEE

10 odpowiedzi na pytanie: Dlaczego ryba to nie mięso? – tekst Hasacza

 

 

Przegląd prasy nt. kapia 2010.

Reklamy
Grudzień 22, 2010

Przegląd prasy: w sprawie karpia

Prokurator generalny przypomina prokuratorom o przepisach zakazujących niehumanitarnego traktowania zwierząt. Prawo nie reguluje zabijania karpi, choć ryby czują ból podobnie jak ssaki: 

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75478,8842777,Karpie_wyjete_spod_prawa.html#ixzz18qPsUP8Q

Inne informacje o karpiach:
http://krwaweswieta.pl
http://www.ryby.empatia.pl 

Zobacz, jak to jest… być rybą:
http://www.youtube.com/watch?v=mAerk_47Hog

A na kolację wybierz humanitarny przepis (2. strona artykułu):
„Wigilia bez ryby. Ależ tak!”
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/wigilia_bez_ryby_alez_tak_120204-1–1-d.html

Jeśli nie wierzysz, że sytuacja jest alarmująca i warta zmiany:

„Przedświąteczna rzeź karpia. Co można zrobić?”
http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,8827129,Przedswiateczna_rzez_karpia__Co_mozna_zrobic_.html

„Żywy karp w foliówce, czyli ciężkie dni dla ryb [WIDEO]”
http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,7369657,Zywy_karp_w_foliowce__czyli_ciezkie_dni_dla_ryb__WIDEO_.html

„Czy kogoś obchodzi, co się dzieje z karpiami [WIDEO]”
http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,7386841,Czy_kogos_obchodzi__co_sie_dzieje_z_karpiami___WIDEO_.html

„Kraków Barbarzyństwo i krwawa promocja w Tesco”
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7383879,Krakow__Barbarzynstwo_i_krwawa_promocja_w_Tesco.html

„Szaleńczy bieg po karpia. Tak jest od kilku dni”
http://kontakt24.tvn.pl/temat,szalenczy-bieg-po-karpia-quot-tak-jest-od-kilku-dni-quot-,51133.html

Grudzień 17, 2010

10 odpowiedzi na pytanie: Dlaczego ryba to nie mięso?

Dlaczego ryba to nie mięso? Sprawę wziął pod lupę nasz miejscowy reporter, Hasacz* Niepospolity, który zadał to pytanie 1000 ankietowanych. Dopytywał się wszystkich: biednych, bogatych, emerytów, rencistów, japiszonów, dorobkiewiczów, narkomanów i bandytów. Bardzo rzadko napotkał głosy sprzeciwu czy zdziwienia, i większość osób wyraziła pogląd, iż ryba mięsem nie jest. Oto 10 najczęściej wymienianych powodów.

  1. Bo ryba nie ma płuc.
  2. Dlatego, że można ją jeść w piątki. A przecież w piątki mięsa się nie je.
  3. Bo ryba nie jest z mięsa tylko ze sklepu.
  4. Ponieważ ryba jest zwierzęciem wodnym.
  5. Ryby głosu nie mają, więc lądują na talerzu.
  6. Bo jarosze zajadają się rybami…
  7. Ponieważ ma ości, a nie kości.
  8. Dlatego, że ryba jest zdrowa, nie tak jak inne mięsa.
  9. Bo ryba jest koszerna.
  10. Ostatnie, i najważniejsze. BO TAK MÓWI BIBLIA.

* O Autorze: Autorem jest bardzo tajemniczy Hasacz. Po artykule powyżej można wnosić, że jest człowiekiem. Uwielbia cebulę, czosnek i całowanie (niekoniecznie w tej kolejności). Jak sam mówi, w życiu codziennym zajmuje się życiem codziennym. Amatorsko historyk i filozof, badacz surrealizmu socjalistycznego. Wielki fan twórczości Janusza Reichela oraz Doroty Masłowskiej.

Z okazji przypadających dziś urodzin Autora, zespół Wegestrefy przesyła Hasaczowi serdeczne życzenia wszystkiego wegańskiego i wyzwolenia zwierząt!

Grudzień 16, 2010

POPROSZĘ KARPIA (nie kupować!)

Zbliża się czas świąt Bożego Narodzenia. Społeczeństwo ogarnia gorączka świątecznych zakupów. Zaczyna się niewinnie, ale im bliżej 24 grudnia, gorączka się nasila. Na sklepowych półkach towary równo poukładane – każdy w równym odstępie, nie może być mowy o niedoskonałości. Nastroju dopełniają na każdym kroku przystrojone witryny sklepowe. Witryna sklepu taka mała ale za sobą kryje wiele: sztuczny śnieg, choinka, Mikołaj, renifer, prezenty i co najważniejsze wśród nich najpopularniejszy tego czasu slogan – „Wesołych Świąt!”. Telewizja swoją świąteczną misję zaczyna już pod koniec listopada. Nie oglądam wówczas telewizji, ponieważ oglądać po raz setny twarz Schwarzenegger’a czy przygody pozostawionego samego w domu Kewina, to bardziej tortura niż przyjemność. Święta są dla mnie jedna z niewielu okazji w roku, żeby spotkać się rodziną przy świątecznym stole. Jak miło zjeść wegański makowiec, a potem rozpakować stary, używany podarek. Po co kupować nowy? Czy naprawdę trzeba napędzać całą tą świąteczną machinę?

Okres świąt Bożego Narodzenia, miłujmy się wszyscy. Ale czy w świątecznie przystrojonych sklepach widać to miłosierdzie? By odpowiedzieć sobie na to pytanie wystarczy zbliżyć się do niewielkich pojemników wypełnionych wodą. W nich „pływają” setki ryb. Pływają to złe słowo, bo nie mogą się one nawet ruszyć. Każda ściśnięta do granic możliwości. Myślę, że gdybyśmy mogli usłyszeć ich głosy, byłby to ciągły nieprzerwany krzyk. Krzyk rozpaczy, bólu, tęsknoty i żalu. Emocji tyle ile stworzeń. Na przykładzie ryb możemy zobaczyć, jak my ludzie jesteśmy hipokrytami. Z jednej strony stwarzamy kolorowe świąteczne ozdoby, slogany na ulicach, świąteczne reklamy w telewizji, a z drugiej strony zadajemy potworny ból zwierzętom. Pozwalamy im na to, by dusiły się w plastikowej reklamówce, a potem be z cienia wątpliwości pozbawiamy je życia. Gdzie tu miłosierdzie? A może już nie pamięta się o naukach Jezusa, którego narodzenie wtenczas świętujemy? Może to święto zastało tak skomercjalizowane, że liczy się tylko zysk. Nie wiem. Wiem natomiast, że ryby to istoty myślące, odczuwające ból. Ryba to nie rzecz, więc dlatego je tak traktujemy?

Karp wrzucony do plastikowej torebki powolnie się dusi. Skrzela próbują dostarczyć organizmowi tlenu, który w naturalnym środowisku karpie czerpią z wody ,a więc nie z powietrza. Ryba wiedziona instynktem próbuje uciec, miota się po całym sklepowym wózku. Dla niej ratunkiem jest woda. Ale jesteśmy tak przepełnieni miłosierdziem, że nawet o tym nie myślimy. Myślimy tylko o tym, żeby przestała się ona tak zrzucać i jak najszybciej wrzucić ją do siatki. Jeżeli był ktoś w takiej sytuacji wie, że ryba długo jeszcze po wyjściu ze sklepu miota się. Dużo jest ludzi, którzy życzą sobie szybkiej, bezbolesnej śmierci. A ta śmierć którą zadajemy karpiom jest krótka i bezbolesna? Zdecydowanie nie. Jeżeli karp sam nie umrze, trzeba go zabić własnoręcznie. Zamordować byłoby to odpowiedniejsze słowo. Narzędziem zarodni będzie młotek, scenerią domowa łazienka. Za zamkniętymi drzwiami zostaje tylko kat i ofiara. Dziecko obserwujące tą scenę przez szybę w drzwiach nalicza zamachy ręki z młotkiem. Po trzech zamachach zwykle następuje koniec. Ryba już się nie rusza. Kat usuwa dowody zbrodni. Dokładnie zmywa ślady krwi i umywa splamione krwią ręce. Jeżeli w takim samym scenariuszu ofiarą zostałby człowiek, sędzia bez wątpienia skazałby złoczyńcę na dożywocie. Ale w tym przypadku nie ma sprawiedliwości. Nikt nie zwróci rybie życia, nikt nawet nie przeprowadzi w jej imieniu sprawiedliwego procesu.

Podzieliśmy zwierzęta na te bardziej kochane i te mniej. Istnieje kolosalna różnica pomiędzy zabiciem i zjedzeniem psa, kota a świni czy ryb. Ludzie uważają ryby za bezmyślne zwierzęta. Liczne badania naukowe pokazały, że ryby odczuwają ból, strach. Ale i samo ich zachowanie pokazuje, że bardzo cierpią. Okres świąt Bożego Narodzenia powinien być okresem, kiedy każdej istocie żywej okazuje się miłosierdzie, empatię. Takiego zachowania na pewno nie pokazujemy w stosunku do ryb. Już samo transportowanie ich czy umieszczanie w sklepowych zbiornikach naraża je na urazy fizyczne i psychiczne. Nie potrafię w pełni cieszyć się świętami Bożego Narodzenia, ponieważ gdy patrze w oczy przepełnione bólem i rozpaczą nie potrafię się uśmiechać. A poza tym z czego tu się cieszyć: z morderstwa naszych braci mniejszych?

 

O AUTORCE: Agata jest weganką, działa w Komitecie Obrony Zwierząt i Edukacji Ekologicznej KOZEE w  Toruniu. Lubi zaangażowany hip hop oraz jazz.

 

 

Grudzień 15, 2010

Karp to tylko ryba

Zapraszamy do lektury kolejnego tekstu w ramach Tygodnia Ryby, tym razem autorstwa Katarzyny Banacińskiej, naszej specjalistki od zwierzęcej psychologii.

Karp to nie zwierzę, to tylko ryba. A wiemy przecież, że dzieci i ryby głosu nie mają.
I dobrze, a nuż powiedziałyby nam co sądzą na temat świątecznego szaleństwa. Choć w sumie i tak nikt ich nigdy nie słyszał, zapewne więc nie mają nic do powiedzenia. Poza tym normalne zwierzę pokaże czasem jakieś (co jak co prymitywne) emocje – a ten nic, zero – psa jak boli to piszczy, karp milczy, zrozumiałe więc, że emocji nie ma. Karp jest rybą. Dzielnie przyjmuje na siebie rolę bohatera wigilijnego stołu. Jedyną jego powinnością jest z pokorą znosić swoje posłannictwo przypieczętowane przez kościół. W końcu to katolickie święta, co z tego że pogańskie, zapomnijmy o tym. Karp dostał tak wzniosłą rolę, żadne zwierzę nie zostało tak wyróżnione! Rytualny mord na znak narodzenia miłosiernego Chrystusa! Radujmy się, jedzmy, co z tego że hodowla przemysłowa, antybiotyki, konserwanty, hormony i sztuczne barwniki. I ogromne cierpienie. Podobno w Polsce nie ma kary śmierci, są jednak szczególne okresy tradycyjnych mordów wpisanych corocznie w kalendarz. Ale tradycja to tradycja, nie wypada z nią dyskutować. Tradycja jest święta. A karp jest karpiem i nikt nie zmieni jego przeznaczenia.

Jako Polacy musimy być wierni katolickim tradycjom. Powróćmy więc do korzeni! Ustawmy w kątach domu niewymłocone stopy zboża, samodzielnie wypiekajmy przaśny, niekwaszony chleb (taki, jakiego używał Chrystus przy Ostatniej Wieczerzy), pokryjmy słomą całą podłogę w mieszkaniu, obwiążmy nogi od stołu sznurem i nie zapomnijmy włożyć między nie kosy. Pamiętajmy o odwiedzinach sąsiadów w całym mieście, bo przecież to po prostu duża wioska. Kobiety (tylko i wyłącznie, udział mężczyzn zniweczyłby tradycję!) niech w pocie czoła przygotowują własnoręcznie potrawy dla całej rodziny (łącznie z kuzynami z innego miasta). Mężczyźni zaś niech udadzą się na tradycyjne polowanie i niech nie będzie im straszny największy mróz – wszak to dzielni woje! A przy rodzinnej, wigilijnej rozmowie, niech starszyzna przypomina pannom o obowiązku szybkiego zamążpójścia, a mężatkom o powrocie do ich jedynego, prawdziwego powołania jakim jest rodzenie kilkunastu dzieci.

A skoro już Boże Narodzenie obchodzimy tradycyjnie to czemu nie iść na całość? Niech czarni powrócą do tradycji i dzielnie znoszę zniewolenie, niech inwalidzi jako bezużyteczne elementy społeczeństwa wkomponują się w żebracze środowisko naszych miast, niech ludzie umysłowo chorzy występują w cyrku jako uciecha dla gawiedzi, niech zapanuje wreszcie ład i porządek w podziale społeczeństwa na określone kasty społeczne.

Tak więc powracając do karpia… To naturalne, że mordujemy je w imię tradycji i piękna.

Również w imię piękna i kunsztu noszenia prawdziwego, niepodrobionego futra, obdzieramy żywcem zwierzęta ze skóry, bo przecież sklepy w centrach handlowych świecą pustkami a himalaiści chodzą w futrach…

A czy Bóg naprawdę chciał cierpienia zwierząt?

Zresztą karp to nie zwierzę. To ryba. Więc o czym tu mówimy?

Wesołych Świąt!

 

Katarzyna Banacińska – wegetarianka, studentka psich :) studiów podyplomowych na SGGW w Warszawie, certyfikowana petsitterka. Uwielbia psy i konie. Posiada praktyczne doświadczenie w kwestii socjalizacji psów problemowych. Po koordynacji akcji „Zerwijmy Łańcuchy” w Łodzi, chce dalej otwierać ludziom oczy na cierpienie psów łańcuchowych. W czasie wolnym sprawdza teorie metod szkoleniowych na własnym przyjacielu psie, słucha historii rodzinnych i ogląda „Dead Like Me”. Wakacje spędza żeglując po Mazurach (z psem) i jeżdżąc konno.

Grudzień 14, 2010

Czy Bóg tak chciał?

Dziś w ramach Tygodnia Ryby zamieszczamy refleksje naszej stałej felietonistki, weganki prowadzącej dom tymczasowy dla zwierząt uratowanych z laboratoriów, Anny Teichert.

 

Kilkanaście lat temu, gdy byłam jeszcze dzieckiem, Święta Bożego Narodzenia kojarzyły mi się nieodparcie z urokiem, magią, choinką i prezentami. To był czas radości i spokoju. Lubiłam przystrajać mieszkanie, pomagać mamie w kuchni, wypatrywać, czy spadł już śnieg. Niestety, im stawałam się starsza i bardziej ekologicznie uświadomiona, Święta zaczęły tracić swój niewinny czar. Bezpowrotnie. Teraz to dla mnie czas refleksji, i to nie bynajmniej poświęconej rodzinie i narodzinom Jezusa. To gorzka refleksja nad okrucieństwem ludzi i nad przesiąkniętą krwią tradycją chrześcijańską.

Smutne refleksje zwykle psują Święta. Czasem żałuję, że jestem wrażliwa i nie potrafię zamknąć oczu na otaczającą mnie rzeczywistość. Chyba bardziej niż znieczulica ludzi, denerwuje mnie ich hipokryzja. Nienawidzę ludzi którzy dzielą się opłatkiem i nazywają siebie dobrymi, kiedy na stole leży zabita ryba. Dla nich opuszczenie pasterki albo innej mszy to wielki grzech, co nie przeszkadza im tłuc karpia w głowę na kuchennym stole, za pomocą tłuczka do mięsa. Nienawidzę ludzi którzy płaczą nad losem Jezuska w słomie i sianku, a jednocześnie niosą żywą rybę do domu w reklamówce. Miało być kontrowersyjnie więc będzie kontrowersyjnie. Jestem przekonana (święcie) że jeśli Bóg istnieje, nie jest mu obojętna gehenna zabijanych zwierząt, w tym karpi rzecz jasna. A że jedzenie karpia to tradycja? Kolejny kretyński argument. No cóż, walki chrześcijan z lwami też są tradycją. Chyba nawet ciekawszą niż korrida 😉 Może powinniśmy do tej tradycji wrócić? Niech nie oburzają się obrońcy praw człowieka. Wszak tradycja to piękna rzecz.

Kto raz się topił w wodzie (miałam tą przyjemność podczas pijackich wakacji z koleżankami), ten wie, że to średnio fajne. A przecież podobnie czuje się ryba, dla której powietrze wypełnione tlenem jest tym, czym dla nas woda. Dusi się, cierpi, walczy o życie. Taka ryba cierpi bardziej niż święta rodzina, która musiała się tułać bezdomnie  bo nie było dla nich miejsca w gospodzie. Ryby masowo cierpią i umierają w imię tradycji i religii pokoju i miłości. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że etyczne święta mogą być tak naprawdę bardzo tradycyjne. Choinka? Czemu nie. Z odpowiednio zarządzanej plantacji, a może taka, którą posadzimy później do ogródka. Potrawy? Jest ich co najmniej kilkanaście – polskich, tradycyjnych, wolnych od cierpienia i okrucieństwa. Kutia, barszcz (wegański) z uszkami, pierogi z grzybami, kapusta z grzybami, ciasta, kompot z suszonych owoców, i wiele więcej.

W moim domu rodzinnym w tym roku karpia nie będzie. Wywalczyłyśmy to z moją siostrą, weganką. I nasze święta będą piękne, polskie i tradycyjne. Ja zajmę się dekoracją stołu, postawię piękne świeczki i pokój wypełni się ich blaskiem. Siostra pójdzie do kuchni bo gotuje lepiej niż ja 😉 A na koniec podzielimy się opłatkiem z licznymi mieszkańcami domu- zwierzętami po przejściach, które znalazły u nas swoja przystań. I to będzie prawdziwy czas pokoju, dobroci i miłości.

Na koniec jeszcze jedno. Facebookowa grupa „Nie jem karpia” liczy już kilka tysięcy osób. Co ciekawe jednak, głos w temacie zabierają głównie zjadacze ryb, którzy piszą że my, wege, jesteśmy stuknięci, a oni jedzą karpie bo lubią, i zabijać je też lubią. Moje życzenia dla tych państwa – oby was tez ktoś ubił, bo lubi, i zjadł. Wesołych Świąt!!

O AUTORCE:

Autorką artykułu jest Anna Teichert, wegetarianka z kilkunastoletnim stażem i od niedawna weganka. Absolwentka dziennikarstwa, pracowniczka korporacji. W przeszłości działaczka organizacji pro-zwierzęcych, obecnie opiekunka szczurów i myszy pochodzących z interwencji. Lubi „Seks w wielkim mieście”, jazdę na rowerze, street art, szczury i Budapeszt. W wolnych chwilach urządza mieszkanie.

 

 

 

 

Grudzień 13, 2010

Tradycja zrekonstruowana

Na dobry początek zamieszczamy artykuł antropolożki Moniki Stasiak „Tradycja zrekonstruowana”.

Kolega-podróżnik, pływający na statkach po Atlantyku, opowiadał mi kiedyś, jak wygląda współczesna gospodarka rybacka Inuitów na Grenlandii. Aby umożliwić im, jako rdzennym mieszkańcom tych terenów, kultywowanie rybackiej tradycji, pozostawiono im (w formie limitowanego zezwolenia) wyłączność na połowy wielorybów. Ta sama wyłączność nie odnosi się już do późniejszego spożytkowania skór czy mięsa zabitych zwierząt, które traktowane są przez Inuitów jak regularny towar handlowy. Całości obrazu dopełnia fakt, że współczesne polowanie ma bardzo niewiele wspólnego z tradycyjnym, bo odbywa się z użyciem nowoczesnej broni, która z samego połowu czyni rzeźnię, a w dodatku powoduje upolowanie większej ilości zwierząt niż Inuici są w stanie zabrać oraz marnowanie (czytaj: niepotrzebną śmierć) całej reszty.

Gdybyśmy chcieli skomponować przykładowy komentarz do inuickiego filmu etnograficznego, mógłby on brzmieć: „Lokalna społeczność tradycyjnie zajmuje się rybołówstwem”. Tradycję zaś (jak wszyscy wiemy) należy pielęgnować i podtrzymywać, więc ktokolwiek zechce Inuitom połowów w takiej formie zabronić, okrzyknięty zostanie barbarzyńcą kulturowym, prymitywem i okupantem. Ich przypadek nie jest zresztą jedynym, a jednym z wielu tego rodzaju absurdów zglokalizowanego* świata – od mordowania karpia w naszym własnym zaścianku poczynając, poprzez rokroczną rzeź delfinów u wybrzeży Japonii, na okrutnym rytualnym uboju świń na potrzeby gmin żydowskich kończąc. To, co lokalne, chętnie czerpie z udogodnień oferowanych mu przez globalne (technologie uśmiercania, zarządzania i komunikacji), ale na każdą próbę ingerencji z zewnątrz reaguje pełnym oburzenia: „Ręce precz od tego, co nasze!”.

Tradycja staje się tutaj słowem-kluczem, figurującym ponad wszystkimi innymi kategoriami moralnymi; Barthes’owskim mitem, pod który podciągnąć można wszystko, co nam w danym momencie pasuje. Pełne gorliwości, popierające lokalne roszczenia, reakcje rządzących są zaś wyłącznie desperacką próbą leczenia post-kolonialnego kaca. Próbą tyleż uprzedzająco grzeczną, co pozorną, bo zapewnienie ludom lokalnym autonomii w kwestii mordowania wielorybów po tym, jak wcześniej przez dwa stulecia europejskie statki wielorybnicze ograniczały populację tych ssaków, to czysta hipokryzja. To zasłona dymna, mająca wprawdzie dostarczać rdzennym społecznościom igrzysk, ale nie chleba; zostawiająca pozory samostanowienia tam, gdzie to wygodne dla podtrzymania dominującego systemu społeczno-gospodarczego i odbierająca je w pozostałych obszarach.

Mimo to mieszkańcy lokalnych obszarów płynnej nowoczesności chętnie przyjmują taki ukłon w stronę ich tradycji za dobrą monetę i okopują się na swoich poletkach, bezpieczni i odporni na wieloznaczność wielkiego świata. Nasza wyrosła na demokracji szlacheckiej Rzeczpospolita, jest tego doskonałym przykładem, nie tylko w kwestii repertuaru potraw wigilijnych. Podnosimy głośne larum, ilekroć pojawia się próba reform w skostniałym systemie polityczno-religijnym (związki partnerskie, aborcja, in vitro – by wymienić tylko trzy najbardziej dyżurne tematy), ale zamykamy oczy i uszy na fakt, że swój dobrobyt budujemy kosztem mieszkańców globalnego Południa i naszej rodzimej biedoty, żebrzącej na ulicach miast o uwagę i jedzenie. Święte oburzenie powodowane „zamachami na tradycję” i jednoczesna znieczulica wobec znacznie bardziej groźnych zamachów na nasze prawa obywatelskie, nie sprawią, że świat stanie się dla nas lepszym, bardziej bezpiecznym miejscem. Pozwoli nam to jedynie o jego złożoności zapomnieć i udawać, że rzeczywistość sięga tylko tak daleko jak czubek naszego własnego nosa.

Może zatem warto byłoby poddać tradycję rekonstrukcji, która uwzględniałaby nie tylko jej lokalne, ale i globalne uwarunkowania? Nauczyć się budować ją w oparciu nie o własne maleńkie ego, ale o poszerzoną jaźń świata – „ja” społeczne, kulturowe, ekologiczne. Tradycja? To suma istnień wszystkich stworzeń, które zamieszkiwały Ziemię przede mną w długim łańcuchu ewolucji. Uczynić jej zadość tak, to sprawić, że ciągłość tego łańcucha zostanie zachowana. Dlatego zamiast robić z karpia oręż broniący naszej zaściankowości i ego-centryzmu, może warto sprawić, by zmiana zwyczajów żywieniowych stała się symbolicznym zaczątkiem zmiany całej naszej tradycji na bardziej współczującą i bio-centryczną.

* glokalizacja – zjawisko, będące wynikiem oddziaływania procesów globalizacji na lokalny kontekst gospodarczy i społeczno-kulturowy.

Grudzień 13, 2010

Tydzień Ryby – zaczynamy

Dziś zaczynamy Tydzień Ryby. Codziennie, przez cały tydzień, będziemy publikować jeden tekst na temat związany z rybami, karpiem, prawami zwierząt. Będą to teksty bardzo interesujące i dające do myślenia, więc zachęcamy do lektury. Na zakończenie Tygodnia Ryby opublikujemy mnóstwo przepisów na tradycyjne potrawy wigilijne. Wszystkie wegańskie.